poniedziałek, 5 listopada 2012

złe

Lubię Hannę Lis. Lubię Monikę Richardson. Lubię wszystkie mądre kobiety, mądrych ludzi. Nie lubię zaś oblewania werbalnym szambem kobiet, które podobno "kradną męża." Złodziejki mężów, "jawnogrzesznice," bezwstydne "wywłoki" niszczące rodziny. Pośród potoku inwektyw i oszczerstw brakuje jedynie kamieni tudzież szafotu, bo "jak one mogły." A gdzie w tym wszystkim jest ten, o którego całe zamieszanie, gdzie "man," o którego tak się walczy? Jak trafnie pyta Monika Jaruzelska, "czy mężczyzna XXI wieku jest jak kluska śląska, którą jedna kobieta może zabrać drugiej z talerza  i triumfalnie machać na widelcu przed nosem?" Jak można kogoś "zabrać?" Czy on przypadkiem może nie dać się zabrać? Po głośnym rozstaniu Państwa Lis, wszyscy lub zdecydowana większość, głośno i donośnie potępiała tę drugą, pseudo-przyjaciółkę, pocieszając jednocześnie Panią Lis nr 1, umożliwiając wynurzenia w prasie kolorowej oraz występy w kolejnych programach telewizyjnych. Pani Richardson okrzyknięto pierwszą "jawnogrzesznicą" III Rzeczypospolitej i mimo licznych osiągnięć w dziedzinie dziennikarstwa, pokazuje się prawie wyłącznie w kontekście romansu, rozbijania rodziny, z amerykańskim szerokim uśmiechem na twarzy. Jedno, co różni obie panie, to stosunek do mediów w odniesieniu do życia prywatnego oraz częstotliwość "bywania," gdyż lepszego, według mnie, wyboru dokonała Hanna Lis, wycofując się na pewien czas z życia medialno-publicznego, wracając z nowymi pomysłami, propozycjami, profesjonalizmem. Pani Richardson nieco pogubiła się w swoich wypowiedziach, wystąpieniach, odsłonach, powodując ogólne zgorszenie deklaracjami o porannym seksie ze swoim nowym partnerem. Umknęła, podobno niezła, książka, nowe przedsięwzięcia, błyskotliwe rozmowy. Rozumiemy szczęście, sielankę, ale nie tędy droga do uświadomienia zaskoczonemu społeczeństwu (czyt. kobietom gotowym skazać Panią Richardson na banicję), iż zwyczajnie nie można kogoś komuś "zabrać." W filmie "Closer" w reżyserii Mike'a Nicholsa, na podstawie sztuki Patricka Marbera, Natalie Portman wypowiada pewne słowa do postaci granej przez Jude'a Law, który właśnie wyznał, iż od roku ją zdradzał: "jest moment, zawsze jest ten moment, mogę się temu poddać lub oprzeć..." Każdy, bez względu na płeć, bez względu na poziom endorfin, adrenaliny oraz stopień podniecenia jest poniekąd odpowiedzialny za własne wybory. Początek każdej miłości to decyzje, bardziej świadome lub mniej. Nie ma zasad, ale jest możliwość stworzenia własnych. Ostatnio u kosmetyczki, usłyszałam historię o pewnej pannie młodej, która, o zgrozo, poznała miłość życia na swoim...weselu. Cóż, bywa i tak. I mimo, iż trudno zachować powagę, nie mnie to oceniać. Brukowcom i pseudo-dziennikarzom również. Zanim kogoś wsadzimy w plik o nazwie "szuja," pochodźmy w jego butach. Empatia to obecnie tylko trudne słowo z krzyżówek. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz