Uwielbiam polskie morze. Jest piękne, wiecznie zimne i szumi. Mam swoje ulubione miejsca na polskim wybrzeżu i staram się je często odwiedzać jednak lubię również opuszczać kraj i poznać nowy. Co więcej staram się bywać w miejscach, gdzie odpoczywam lingwistycznie. Nie to, żebym nie lubiła swojego mother tongue czy wstydziła się rodaków wypoczywających za granicą, najlepiej jednak czuję się, kiedy jestem otoczona językami na tyle egzotycznymi, że moja głowa przyjemnie pławi się w lingwistycznym chaosie. Lubię słuchać melodii języka, intonacji wypowiedzianych zdań, staram się wyczuć emocje, a nawet odgadnąć o czym potencjalni podsłuchiwani rozmawiają, co, biorąc pod uwagę poziom "egzotyczności' poszczególnych języków, bywa niezłą zabawą. Dubbingowanie par na plaży, licznych rodzin w restauracjach, kelnerów, ich szefów, przechodniów, buskerów to, owszem, osobliwa, aczkolwiek niezwykle przyjemna czynność wakacyjna. Pomijam fakt, iż można zupełnie przypadkowo nauczyć się kilku ciekawych zwrotów. Mój odpoczynek lingwistyczny kończy się w momencie, kiedy np. do autokaru na jednej z wycieczek fakultatywnych w Turcji wszedł znudzony nastolatek z dziewczyną u boku i powiedział na tyle głośno, aby usłyszeli go wszyscy pasażerowie: 'Czuję się jak zgrzana szmata.' Cóż, taki typ. Nie twierdzę, że nastolatka z innego kraju cechowałaby nienaganna kultura osobista oraz operowałby wyszukanym słownictwem, wolę jednak posłuchać przyjemnej melodii obcego, orientalnego języka i tkwić w błogiej niewiedzy niż dostawać raz po raz między oczy frazą, która skutecznie psuje mi fajne momenty wakacji. No tak już mam. Ma tak też moja córka, która jak mała papuga powtarza wszystko i po wszystkich, ze szczególnym naciskiem na języki obce. Stoi jak wmurowana, kiedy uda jej się coś powiedzieć, odpowiedzieć, zareagować i podskakuje z radości jeśli uda jej się coś zrozumieć lub, jeszcze bardziej, jeśli potencjalny interlokutor ją pochwali. Obserwowanie jak funkcjonuje w obcym środowisku lingwistycznym jest niemałą przygodą i uświadamia mi jak bardzo dużo jej daję umożliwiając jej posprzeczać się z dziewczynką z Czech w basenie, podziękować w sklepiku z pamiątkami czy wymienić uprzejmości z przesympatycznym kelnerem. Uświadamiam też sobie jak nudno byłoby na świecie gdybyśmy wszyscy byli tacy sami. Jak ciekawie jest, jeśli idąc ulicą, siedząc w kawiarni widzimy ludzi z różnych krajów, a zamknąwszy oczy słyszymy przyjemny szum potoku słów z całego świata. Fantastyczną sprawą jest poznawanie ludzi, ich kultury, języka, bycie gdzieś, gdzie wszystko jest nowe, inne, a przez to fascynujące i wzbogacające. Nie bez przyczyny ktoś kiedyś powiedział, że 'podróże to jedyny zakup, który czyni Cie bogatszym.' Tesekkur ederim ;-)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polacy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polacy. Pokaż wszystkie posty
sobota, 30 sierpnia 2014
piątek, 28 grudnia 2012
kosmopolitka
Zawsze uważałam się za obywatelkę świata. Owszem, czułam ten mały ścisk w żołądku kiedy śpiewano Mazurka, Polak stawał na podium podczas olimpiad lub "nasi" strzelili gola. Nie mniej jednak, nigdy nie czułam, że tu i tylko tu, że jesteśmy najlepsi, najważniejsi, wybrani. Odkąd pamiętam byłam ciekawa ludzi, bez względu na ich pochodzenie, lubiłam uczyć się języków, kultur, łaknęłam nowych doświadczeń podczas podróży, spotkań, rozmów i, pomimo, że można sporządzić pokaźną listę stereotypów o każdym narodzie, przywary Polaków, choć mocno zgeneralizowane, są dla mnie wyjątkowo charakterystyczne. Co ciekawe, gdziekolwiek zdecyduję się na podzielenie własną opinią w tej materii, spotykam się z reakcjami od pełnych pogardy spojrzeń po wywody o kosmopolitycznym (a więc błędnym) podejściu do świata/życia, braku patriotycznych odczuć względem i tak już doświadczonej ojczyzny. Cóż, nie będę kryła, że duża część "naszych" to ludzie zadziwiająco zawistni, pełni żółci, którą w każdej chwili są w stanie wylać, wyjątkowo na kogoś, komu się "powiodło", bo jak ma, to na pewno ukradł, zabrał albo zakombinował, aby mieć. Niepokojąco często w Polsce, wytykamy palcami inaczej ubranych, wyglądających inaczej; tych, którzy się wyróżniają, szufladkujemy nie biorąc pod uwagę niczego innego niż własny osąd. Dodam, iż jest to zjawisko o wiele bardziej znikome w Londynie, Berlinie, Paryżu i innych miejscach na kuli ziemskiej, gdzie niejednoznaczność, indywidualizm, intensywność są jak najbardziej pożądane, a Japonka, pędząca na rolkach, w zielnych getrach, niebieskich włosach i z przekłutą twarzą nie wywołuje oburzenia, najwięcej uśmiech. Negatywne cechy uwidaczniają się w polityce, życiu codziennym, zawodowym, osobistym. Wystarczy wspomnieć ostatnie wybory w Ameryce i reakcję Mitta Romney'a na wygraną Baracka Obamy. Nie chodzi o wyścig szczurów czy wspinaczkę po drabinie towarzyskiej, oba fenomeny zdążyły zagościć w każdym większym mieście w Europie i na świecie. Bardziej niż "zbytnią" dbałość o własny sukces i dobrobyt mam na myśli uciechę z porażki innych lub chorą satysfakcję z "upadku" sąsiada, współpracownika, wroga, "przyjaciela". Od jakiegoś czasu licytacja osiągnięć życiowych na zjazdach szkolnych powiązana z wyśmiewaniem lub szykanowaniem osób zawodowo-niespełnionych, towarzysko-nieaktywnych, "małomiasteczkowych", powodująca zaskakująco słabą frekwencję na tychże zjazdach, wypadają blado przy amerykańskich reunions, gdzie duch szkolny ożywa, a chwalenie się sukcesem życiowym spotyka się najczęściej z uznaniem lub zazdrością w formie aspiracji. Znów pewnie zostanę posądzona o "cudze chwalicie...", lub uraczona "a oni to lepsi?...". Coroczna walka z/o Halloween, Walentynki, skarpety bożonarodzeniowe, jemiołę etcetera, jak zdarta płyta, męczy i powoduje, że mam ochotę zafundować sobie kilkudniowy odwyk od mediów jakotakich, z opiniami ekspertów oraz pseudoekspertów włącznie. Czy patriotyzm wyklucza ciekawość innych kultur, nawet ich doświadczanie, próbowanie, bez jednoczesnej rezygnacji z własnych, "naszych", równie pięknych tradycji/obyczajów? Od wielu lat głośno jest w naszym kraju o tolerancji. Moim słowem kluczowym jest otwartość; na ludzi, ich historie, doświadczenia; na kultury innych krajów, które niekoniecznie chcą wchłonąć nasze. Na świat w pojęciu człowieka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)