sobota, 23 lutego 2013

pasażerka

Zawsze kiedy jadę autem, obserwuję ludzi. Jest to, z oczywistych względów, łatwiejsze z miejsca pasażera, szczególnie w korkach lub na światłach i szczególnie jeśli chodzi o TEN typ obserwowania. Obserwuję przechodniów, innych kierowców, ludzi w oknach, w witrynach mijanych sklepów i biur. Odkąd pamiętam, patrząc na nich układałam w głowie historie, czy to o ich życiu, o danym momencie, o myślach, ambicjach. Bawiłam się w lektora filmowego, który tworzy tło do fabuły na początku filmu. I tak, pani w znoszonym futrze oraz mocno zniszczonych kozakach, z chłopięca fryzurą oraz twarzą wyrażającą co najmniej niechęć, niosąca ogromnej wielkości siatki z zakupami, która zatrzymała się popatrzeć, ewidentnie na niesamowicie eleganckie buty na niebotycznym obcasie, staje się w mojej głowie niespełnioną tancerką, modelką, aktorką, w każdym bądź razie, osobą tęskniącą za czymś, co nie przytłaczałoby ją codziennością. W wyobraźni widzę jak przymierza owe buty, przyglądając się w lustrze swoim zgrabnym łydkom, a jej lekko obwisła już skóra wokół ust unosi się w nieśmiałym uśmiechu. Grupa nastolatek, złożona, co ciekawe, prawie zawsze z takiego samego typu osób. Mamy, więc przywódczynię "stada", tę najładniejszą, którą wszyscy chcą być, którą wszyscy lubią, a tak naprawdę to nie; kilka klakierów przyklaskujących tej pierwszej, też ładnych, ale już nie tak, aspirujących do miana następczyń; i tę jedną (bywa, że dwie) nieśmiałą, ładną, ale w nieoczywisty sposób, może lekko większą, w okularach, z piegami, z czymś, co na pewno nie jest "in". To coś w przyszłości przyniesie jej szczęście, bo zakocha się w niej mężczyzna, który lubi piegi albo okularnice, lub jej nieoczywiste piękno zachwyci fotografa, malarza, artystę. Pan około pięćdziesiątki, siedzący z rodziną w McDonaldsie, żona energicznie coś mu opowiada, żywo przy tym gestykulując, dzieci pałaszują happy meal, a on patrzy tępo za okno, na nic, na powietrze. Jest smutny, może chory, może jej nie kocha, a może kocha bardzo, może wszystko stracił, a może po prostu ma jeden z dni, kiedy chce się patrzeć za okno. Kobieta w samochodzie obok, która wydaje się niemiłosiernie krzyczeć do kogoś przez telefon. Jej brwi sa zmarszczone, usta ściągnięte, a jak krzyczy krople śliny wylatują na kierownicę. Chodzi o pracę, ktoś nawalił, kogoś trzeba zwolnić albo jej grozi zwolnienie; mąż nie wypełnił jasno wydanego rano przy śniadaniu polecenia, dziecko znów nie przekazało informacji ze szkoły: o wywiadówce, składce, wycieczce i teraz ona nie zdąży, nie ma jak, nie ma gdzie i w ogóle. Kiedy mnie zauważa, odwracam głowę. Dość historii na dziś. 

3 komentarze: